Luty w Vancouverze – fortepianowy!

Czyż lepiej można sobie wyobrazić celebrowanie 100-lecia odzyskania polskiej Niepodległości niż celebrowaniem polskiej kultury?!

Dla melomanów gratka nadzwyczajna, dla pozostałych gwarantowany wieczór przyjemnie spełniony. I w trzech jakże odległych od siebie miejscach koncertowych, więc dojazd dla każdego wygodny się znajdzie.

Od sławy uznanej w całym świecie od dziesięcioleci już, słynnego szopenisty Janusza Olejniczaka – p dwie muzyczne perełki talentu pianistycznego , bardzo młodych Jana Lisieckiego i Łukasza Mikołajczyka.

Janusz Olejniczak wystąpi, na zaproszenie Vancouver Chopin Society, 2 i 3 lutego (piątek i sobota) w centrum Vancouveru w Christ Church Cathedral z programem Romantyków: Chopin, Schubert i Schuman. Dodatkową atrakcją koncertu będzie możliwość wysłuchania brzmienia tych gigantów muzyki romantycznej na dwóch, bardzo różniących się fortepianach: firmy Broadwood, które używał sam Fryderyk Chopin, oraz współczesnego ‘króla’ fortepianów koncertowych firmy Steinway.

Olejniczaka pamiętam jeszcze z antycznych (LOL) czasów, gdy stał się z dnia na dzień nazwiskiem wszystkim znanym w Warszawie, zostając najmłodszym w historii laureatem Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego Chopina w 1970. Od tamtego czasu jego talent poprowadził go do światowej kariery. Zwłaszcza, jako bardzo cenionego interpretatora muzyki okresu Romantyzmu. Informacje tu

 

Łukasz Mikołajczyk – to stosunkowo nowa ‘zdobycz’ polskiego muzycznego Vancouveru. Pisałem o tym bardzo utalentowanym i przesympatycznym pianiście tu już dwukrotnie. Po ukończeniu katowickiej Akademii Muzycznej im.Szymanowskiego, kontynuuje swoje studia muzyczne w Vancouver Academy of Music. Vancouver zdobył w zasadzie niemal ‘z marszu” – był laureatem Diamentowej I Nagrody Pierwszego Międzynarodowego Konkursu Muzycznego w Vancouver w 2017.

W Polsce, niewątpliwie godnym głębokiego uznania było dojście do ćwierćfinałów ostatniego Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego Chopina. Wcześniej zajął 3 miejsce w 2015 na Ogólnopolskim Konkursie Chopinowskim w Warszawie.

Miałem okazję słuchać jego gry już kilkakrotnie i zawsze z wielką przyjemnością. Bardzo więc polecam jego koncert organizowany przez Canada International Arts & Music Society w Roy Barnett Hall przy UBC School of Music, 10 lutego o godz. 19.00. W programie: Chopin, Rachmaninoff i Ravel. Tutaj szczegóły.

Mikołajczyk wrócił właśnie z kilkutygodniowej podróży do Polski, gdzie w tak krótkim czasie miał możność koncertować dla krajowej widowni na Śląsku.

 

Jan Lisiecki – młoda sława muzycznej Kanady. Błyskotliwą karierą robić zaczął de facto od czasów prawie dziecięcych. Najpierw w Kanadzie, potem podbijał kolejno resztę świata. Co czyni do dziś z właściwym sobie urokiem. Ten urodzony w Calgary w 1995 pianista, mimo bardzo młodego wieku, przez wielu już nazywany ‘arystokratą fortepianu’ dał się poznać publiczności polskiej w Vancouverze już wielokrotnie. Przypominam pierwszy mój wywiad z nim i jego mamą w Hotel Vancouver, kiedy 15-letni wówczas chłopak już okrzyczany, jako ‘child prodigy’ był najnaturalniejszym, najsympatyczniejszym chłopakiem, jakiego można sobie wyobrazić. Bezpośredni, wesoły, serdeczny. W ostatnich dniach koncertował w Niemczech. Ale doprawdy trudno śledzić miejsca jego występów. Kiedyś próbowałem przez jeden sezon muzyczny. Nie miał wówczas nawet dwudziestu lat a dosłownie z tygodnia na tydzień skakał między krajami i kontynentami, jak biegacz w biegu z przeszkodami: jedna za druga, LOL.

Lisiecki ceniony jest zwłaszcza za jego interpretacja Chopina i Mozarta. Jest od lat jedną z gwiazd prestiżowej wytwórni Deutsche Grammophon.

Wystąpi w w Langley k/Vancouveru w Rose Gellert Hall, 17 lutego o godz. 19.30.

Rok 2018. Rok wyjątkowy, bo to rok stuletniej rocznicy odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej. Więc bez wątpienia obszerniej na tych łamach do tego tematu wrócę.

Zanim jednak spojrzymy w przeszłość – spojrzenie przez okulary Internetu, gazet, telewizji i innych mediów na dzień dzisiejszy w Rzeczypospolitej. Rzeczypospolita Polska Anno Domini 2018.

Jak się zaczęła, jak wygląda? Zaczęło się pierwszą poważną zmianą na stanowiskach rządowych. Poprzedził to dziwny kontredans w okresie przedświątecznym, gdy zmieniono premiera. To znaczy przesunięto panią Beatę Szydło o jeden krok dalej i pana
B.Szydło
Beata Szydło (fot. Wikipedia Commons)

Mateusza Morawieckiego o jeden krok bliżej. Wicepremier został premierem, premier – v-ce premierem. W normalnej polityce świata realnego (demokratycznego oczywiście) rzecz raczej niespotykana. Ambicja i godność jakiegokolwiek polityka, który osiągnął szczyt lub prawie szczyt (chyba jednak szczyt, bo w Polsce większość realnej władzy jest jednak w rękach rządu a nie prezydenta) władzy nie dopuszcza możliwości dobrowolnego usunięcia się na pozycje niższą w Gabinecie. Może stracić pozycję tracąc zaufanie i swojego Gabinetu i większości sejmowej. Wtedy usuwa się właśnie w cień zupełnie, zostaje posłem lub nawet zrzeka się mandatu poselskiego i odchodzi na tzw. ‘honorową emeryturę’. Aby z szefa zgodził się zostać podwładnym – jest raczej niespotykane. Zwłaszcza w tym samym praktycznie rządzie. Ale posunięcia takie nie dziwią i są dość nagminne w dyktaturach. Król/książę/dyktator, w którego rękach spoczywa pełna władza, mianuje i wymienia swoje gabinety, jak chce. Personalia i ambicje polityczne są bez znaczenia, bo władza rządowa nie jest z nadania wygranej w wyborach, a łaską Panującego.
Mateusz_Morawiecki_i_Theresa_May_(cropped)
Mateusz Morawiecki (fot. Wikipedia Commons)

Co prawda pani Szydło w wyborach ostatnich właśnie prowadziła kampanię wyborczą, jako kandydat na premiera Polski, prawda? I te wybory wygrała ona, nie pan Morawiecki, prawda? Więc Polacy głosowali de facto na nią, prawda? Eh, to już takie szczegóły banalne i mało istotne: wybory, przybory…., kogo te detale obchodzą ostatecznie na kogo głosowali!? W Polsce widać wyraźnie mało kogo. A już zwłaszcza Wiecznie Żywego wodza.

2018 mimo to przyniósł poważne zmiany wprowadzone już przez samego nowego premiera (naturalnie za zgodą i przyzwoleniem – lub z nakazu bezpośredniego – Wiecznie Żywego). Odeszły (zostali zwolnieni) filary rządu poprzedniego. Z punktu widzenia praw fizycznych i budowlanych były to po prawdzie strasznie złe filary, które autentycznie groziły zawaleniem się całej budowli. Prawa fizyki a prawa polityki to jednak nie to samo. Postanowiono niektóre (większość z tych mniej ważnych – poza jednym, który jest bardzo ważnym: Ministrem Sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym) filary pozostawić. Filary pozostały niestabilne co prawda, ale są świeże lub odmalowane, więc jeszcze nie przegnite do cna.
101px-Antoni_Macierewicz_Sejm_2014
Antoni Macierewicz (fot. Wikipedia Commons)

Największym zaskoczeniem (i błogosławieństwem dla kraju!) było wyrzucenie Antoniego Macierewicza z Ministerstwa Obrony Narodowej. To trochę złośliwo-zbójecki nóż pod żebra. Macierewicz tyle się napracował, wyrzucił prawie wszystkich wyższych dowódców wojskowych, włamał się nocą do biur NATO w Warszawie, groził Prezydentowi. A co najważniejsze stworzył i zaczął budować własną armię partyjną: Wojska Obrony Terytorialnej (mając na myśli oczywiści terytorium władzy a nie państwa – więc wszystkie z tego tematu żarty były kompletnie niewłaściwe: do walk ulicznych z obywatelami te wojska mogły być używane skutecznie a o jakichkolwiek walkach z Rosją lub Marsjanami Macierewicz nawet nie myślał poważnie w tym temacie). Jego oczko w głowie. I być może właśnie ten projekt, te ‘wojska’ Macierewicza zadecydowały o jego upadku. Nieudolność w zakupie jakiegokolwiek sprzętu i coraz gorszy stan bojowy Armii Polskiej ( w tym mierność strategiczna nowych dowódców Sił Zbrojnych RP) raczej nie był tym powodem. Wątpię by dużo w tej materii potrafił zmienić Policmajster Błaszczak. Ale ta prywatna armia – to, co innego. Kto wie, rok-dwa i Macierewicz sam by mógł zadekretować, że Wiecznie Żywy nie jest wiecznie?

Morawiecki, jako premier – na tyle na ile jakikolwiek premier (poza Wiecznie Żywym, gdyby nabrał odwagi oficjalnie ster państwa wziąć w swoje ręce) w Polsce PiSu może cos zrobić samodzielnie – wydaje się być i mądrzejszy i inteligentniejszy i bardziej świadom świata i norm politycznych w Europie i poza Polską. Pani Szydło – nie oszukujmy się – mogłaby nie tylko w gminie rządzić a nawet i w powiecie i pewnie dobrze. No ale nie żartujmy, nie w państwie… Wiec (tu pewnie niektórych zaskoczę) tą zmianę uważam za pozytywną. Podobnie – pomijając niską opinie jaką mam o ministrze Błaszczaku – jak usuniecie Macierewicza. To był i jest szalenie niebezpieczny człowiek. Krypto-faszysta od dziesiątków lat (nawet z czasów zasłużonej działalności anty-komunistycznej) miał jedną wizję Polski: katokatolickiego kraju o silnym zabarwieniu szowinistycznym. Taka współczesna wersja wczesno dwudziestowiecznego faszyzmu hiszpańsko-włoskiego lub węgiersko-portugalskiego. W odpowiednim momencie i czując się odpowiednio silny zdaniem moim nie cofnąłby się przed niczym. W przeciwieństwie do Wiecznie Żywego – nie jest tchórzem. Jest człowiekiem odważnym.
112px-HAND_SHAKE_2016-09-02_(croped)
Witold Waszczykowski (fot. Wikimedia Commons)

Bez satysfakcji (bo było to wesołe, trzeba przyznać) zgadzam się tez, że z punktu widzenia rządowego plusem było pozbycie się nieudacznika Waszczykowskiego. Nie pamiętam tak nieudolnego ministra SZ nawet z czasów PRL-u. Zaprawdę (tu się musze zgodzić z anty-elitarystami) zdobycie wykształcenia nie daje jakichkolwiek gwarancji na inteligencję, rzutkość, umiejętność rozwiązywania problemów i dostrzegania ich przede wszystkim. Bardzo to (wykształcenie) pomaga tym, którzy te naturalne zdolności posiadają. Ale tylko tym. U Waszczykowskiego to była prawdziwa tabula rasa…

Mam głęboką nadzieję, że zmiana w ministerstwie odpowiedzialnym za lasy pozwoli Polsce i PiSowi wycofać się z tej strasznej gospodarki leśnej stosowanej wobec Puszczy Białowieskiej. To jest autentyczny dramat na skalę europejską. Zupełnie niezrozumiały w XXI wieku, gdzie wszyscy wiemy, jak kolosalne znaczenie ma ratowanie ostatnich fragmentów oryginalnego, prastarego lasu niziny europejskiej. Zbrodnia niewybaczalna. I grożąca Polsce w każdym momencie kolosalnymi karami pieniężnymi, które już są zasądzone wyrokiem niepodważalnym i niemożliwym do kasacji oraz poza możliwościami ominięcia go przez Polskę (Trybunał Sprawiedliwości i jego wyroki nie podlegają rządom państw unijnych) – do egzekucji kar potrzebna jest jedynie oficjalna nota Komisji Europejskiej do Trybunał o wprowadzenie wyroku. Samej Komisji, nie zgromadzenia posłów europejskich, tutaj już żadne głosowanie nie wchodzi w grę. Ale wysokie kary finansowe nie są największym nieszczęściem. Dziury budżetowe można załatać, podnieść podatki, zmniejszyć ulgi podatkowe. Kto w ciągu czterech czy dziesięciu nawet lat wyhoduje drzewostan i jego biologiczną otokę, która powstawała przez setki lat?
97px-Jan_Szyszko_2008
Jan Szyszko (fot. Wikimedia Commons)

Wiele osób znających i obserwujących byłego (na szczęście) ministra Jana Szyszko uważa, że pan minister autentycznie opiera się w swoich decyzjach na niezachwianej wierze w biblijne stanowisko, że Pan Bóg dał człowiekowi przyrodę w kompletne władanie i używanie dla własnych potrzeb. Gdybym nawet biblijne opowieści traktował tak dosłownie i z taką wiarą, jak pan Szyszko, to mimo wszystko w XXI wieku bym chyba trochę dystansu i niedosłowności używał. Ostatecznie cudzołóstwo też jest biblijnym nakazem karane kamieniowaniem, jak i wiele innych rzeczy dużo mniej moralnie odrażających. Przecież byliby katolicy siłą rzeczy dziś najmniejszą chyba grupką religijną na świecie, gdybyśmy tak dosłownie Biblię traktowali, panie Janie. Nam samym by kamieni na nas samych nie starczyło … Wiem, że ten akapit traktowany będzie, jako satyra. Ale, mimo satyrycznego może tonu tu i tam, proszę mi wierzyć, że nie w kategorii żartu to napisałem i nie dla śmiechu. To, co dzieje się z Puszczą Białowieską uważam za zbrodnię najwyższego kalibru.

Po pierwszych dwóch pełnych latach opozycji demokratycznej w Polsce rzeczy też ulegną zdaje się dużym przeobrażeniom. I w tej formalnej, politycznej, sejmowej opozycji i w tej obywatelskiej, z ulic miast i miasteczek. Od czasów zrywu solidarnościowego chyba nie widzieliśmy takiego zaangażowania Polaków w politykę. Pro i contra. Być może nawet zbyt ostro miedzy sobą, co jest niebezpieczne, bo rządy zmienić dużo łatwiej (nawet krwawo – czego Polsce nie życzę) niż naród.

Początkowa masowa skala demonstracji setko i dziesięciotysięcznych zamieniła się w liczne, prawie ‘etatowe’ protesty mniejsze lub wręcz małe. Ale grupka kilku ludzi stale na ulicy oznacza poważną grupę, która ich wspiera gdzieś. Więc kalkulacje rządowe, że protest osłabł są bardzo błędne. Nie sądzę zresztą by autentyczna czołówka intelektualno-polityczna PiS w takie marzenia wierzyła. Podaje to się do rządowej prasy, TV i innych środków propagandy partyjnej dla uspokojenia swojego elektoratu i szerzenia defetyzmu wśród niezaangażowanych w konflikt. Typowa propagandowa papka nie mająca znaczenia pomiędzy prawdziwymi graczami. Zdecydowany (z własnych błędów i ze sprytnie prowadzonej akcji sterowanej przypuszczalnie przez organa podległe ministrom Błaszczykowi i Ziobrze) spadek popularności lub wręcz załamanie się Komitetu Obrony Demokracji (KOD) mógł częściowo przyczynić się do zmniejszenia (poważnego) liczebności protestujących na ulicach. Ale to okazać się może zwycięstwem PiSu prawdziwie pyrrusowym. Do tej pory skutkuje powstawaniem licznych, bardziej zdyscyplinowanych i lepiej zorganizowanych ośrodków protestu społecznego, politycznego, obywatelskiego. Grupy mniejsze, lokalne są lepiej zorganizowane, nastawione często na specyficzne tematy i w tych tematach dobrze zorientowane. Następuje wyraźne zróżnicowanie obszarów protestu. Młodzi organizują się samodzielnie. Już nie stoją i nie patrzą z zaciekawieniem na tłumy 40, 50 i 60-latków na ulicach ze sztandarami. Kobiety nie patrzą z ciekawością na protestujących mężów i innych panów. Tworzą wielkie i silne koalicje kobiece – z bardzo silnym zapleczem wśród współczesnej emigracji polskiej. Przeliczono się myśląc, że miliony Polek i Polaków, którzy w ostatniej dekadzie wyjechali do Europy Zachodniej będą typową emigracją zarobkową, która prócz ciułania pieniędzy niczym innym nie będzie zainteresowana. Wyjechało wszak wśród nich tysiące ludzi przygotowanych profesjonalnie i nie mających dużych łopotów ze znalezieniem pracy poza tradycyjnym sektorem usługowo-wykonawczym (gastronomia, hotelarstwo, prace budowlano-remontowe, opieka domowa) – i ci poza karierą (autentyczną) mają inne nieco zapotrzebowania i aspiracje. I łatwiej wchłaniają etos bycia „Europejczykiem”. A to wiąże się z wyraźnym niezadowoleniem ze zwrotu jaki władze polskie przeprowadzają w kraju. Dla tej emigracji (oraz dla dość mimo wszystko licznej, choć ciągle mało widocznej emigracji polskiej roczników dekad 1950-60-70) prosty chwyt propagandowy stosowany dość skutecznie wobec Polonii, który polegał na podstawieniu słów: naród, narodowość, duma narodowa w miejsce słów: szowinizm, ksenofobia – nie działa tak łatwo ani prosto. Im bardziej nachalnie i prostacko przedstawiony – z tym większym oporem i protestem się spotyka. To są też ludzie, którzy ze względu na swój poziom wykształcenia i profesjonalizm mogą i maja największy wpływ na środowiska opiniotwórcze w ich krajach zamieszkania. Dla rządów PiSu nie wróży to na dłuższą metę nic dobrego.

Osobną kwestią związaną z emigracją polską jest wielki problem demograficzny. Żadne 500+ nie jest w stanie wyrównać ubytku mieszkańców Polski. Tu już matematyka i statystyka nie może operować propagandą i chciejstwem. Jeżeli ten proces się nie tylko nie zatrzyma, ale wręcz odwróci – Polsce grozi wielki kryzys demograficzny. Od roku 2011 stale maleje liczba ludności Polski. Ponad dwa lata istniejące finansowe ulgi dla rodzin wielodzietnych (500+ i inne) tego trendu nie zmieniły. Rok 2016 , mimo minimalnego wzrostu urodzeń, tez tej nie dobrej passy nie zmienił. Liczba ludności Polski ponownie zmalała w stosunku do roku 2015. O wyborze zamieszkania decydują nie tylko (najwyraźniej) same ulgi finansowe. Nie mówimy tu o typowych, okresowych wyjazdach ‘na saksy’. Mówimy o emigracji wieloletniej, która im dłuższa, tym mniej skłonna wracać na stałe do starego kraju. Bardzo dużo z nas, emigracji solidarnościowej, wyjechała tez ‘na chwilę’. Blisko 40 lat temu. To zjawisko bardzo niebezpieczne i nie może być zrekompensowane pozwoleniami na prace dla cudzoziemców w Polsce (tzw. tania siła robocza: Czeczeńcy, Ukraińcy, Białorusini itd.). Te pozwolenia, o ile nie są legalną i formalną drogą do ubiegania się skutecznego o prawo zamieszkania i obywatelstwo są de facto minusem dla Polski. jej rozwoju gospodarczego i nic nie zmieniają w problemie demograficznym. Przyjdzie moment (oczywiści o tym obecnie rządzący nie myślą, gdyż nastąpi to długo po ich odejściu) kiedy jedynym ratunkiem będzie masowa emigracja do Polski. Wątpię by na to zaproszenie odpowiedzieli Niemcy, Francuzi lub Włosi. Na pewno nie Amerykanie. Wiemy dokładnie skąd tylko może ona nastąpić. Albo z Ukrainy i Białorusi (jeśli jeszcze będą istniały, jako państwa suwerenne i wolne) albo z Azji i Afryki. Masowa emigracja z Białorusi i Ukrainy może być dla Polski niebezpieczna. Przez sam fakt, że graniczą z nami, że ciągle są powiązania bardzo silne historyczne i mimo, że oficjalnie nie poruszane: pretensje emocjonalne do dużych obszarów terytorialnych po obu stronach granicy. Co by było teoretycznie możliwe gdyby od Przemyśla aż po Rzeszów zamieszkało setki tysięcy ludności ukraińskiej? Nawet etnicznie nie mogliby się czuć trochę obco, w końcu to Rus Czerwona …. Gdyby na Podlasiu w okolicach Hajnówki, Siedlec, aż pod Białystok wróciło tysiące wnuków i pra-prawnuków tych, którzy tam kiedyś mieszkali? Może nic. Może byłoby im w Polsce dobrze. Tylko, jak byśmy im tych ‘żołnierzy wyklętych’ wytłumaczyli? Hmmm. Oczywiście zachodzi możliwość, że Ukraina i Białoruś za iks lat będą częścią państwa rosyjskiego. I granice będą dużo szczelniejsze niż teraz. Chyba, że sami będziemy w tej sferze wpływów. Ale wówczas ani jedni ani drudzy nie będą mieli czego u nas szukać, bo będzie bardzo podobnie. ..

Więc chyba Azja i Afryka, jako źródła tej emigracji są nieuniknione. Może lepiej zacząć to robić bardziej planowo i wolniej już teraz. To by była mądra i dalekowzroczna polityka demograficzna. Dawała większą szansę na kulturową ‘polonizację’ nowych obywateli. Bo modlić się o cud to trochę nie fair. Zwłaszcza w polityce. Kościół może to lubi – Pan Bóg wątpię. Ostatecznie, nie biblijne co prawda a ludowe, nasze polskie porzekadło mówi: Pan Bóg pomaga tym, którzy pomagają sobie …

Dobrego roku 2018 życzę miłej Czytelniczce i szanownemu Czytelnikowi.

By bepegein Kraj, Opinie, UncategorizedJanuary 15, 20182,592 WordsLeave a comment

 

 

 

Napisane przez: Redakcja

Redakcja

Przeglad.ca
WIADOMOŚCI – CIEKAWOSTKI – KULTURA





Newsletter
Zapisz się do Newslettera:


 


Polecamy

Izabela Jagosz


Beata Marciniak


Izabela Jagosz


Beata Marciniak


Ewa Stachniak
więcej>>>


Beata Marciniak


Ewa Stachniak
więcej>>>


Aktualności Konsulatu RP Toronto

„Noc w Bibliotece” ...

Zbliża się kolejne wielkie święto polskiej kultury! Już 9 czerwca na Celebration Square, w godzinach ...

74. rocznica bitwy o Monte Cassino była obchodzona również w Toronto. Konsul Generalny Krzysztof Grz ...

Uprzejmie informujemy, że w poniedziałek 21 maja 2018 r. (Victoria Day) konsulat będzie nieczynny. ...

31 maja br. zapraszamy Państwa na spotkanie ze specjalistami z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dotyc ...

W lutym tego roku, Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto, zainicjował pierwszą edyc ...

W środę 16 maja o godzinie 19 w Konsulacie w Toronto, odbędzie się prezentacja książki „Kanadyjczycy ...