Moje odkrycie – Minorka

Baleary – archipelag czterech wysp leżących na Morzu Śródziemnym w odległości około osiemdziesięciu kilometrów od wschodniego wybrzeża Hiszpanii, o powierzchni ledwie jednego procenta kraju, odwiedzane są w ciągu roku przez pięć milionów turystów. Większość spośród nich trafia na modną od lat i przepełnioną Majorkę, są też tacy, którzy chętnie wracają na nie mniej popularną Ibizę, ewentualnie Formenterę.

m1

Son Bou – spojrzenie na wybrzeże
Tymczasem mój wybór padł na niezbyt popularną do niedawna u nas Minorkę, drugą co do wielkości wyspę Balearów o powierzchni zaledwie 668 kilometrów kwadratowych i 92 tysiącach mieszkańców. Tak naprawdę zainspirowała mnie rekomendacja ze strony touroperatorów, którzy widzą – i słusznie – swoją szansę na poszerzenie letniej oferty. Mniej znana od rozkrzyczanych Majorki i Ibizy, ale zaskakująca przybyszów swoimi walorami, jest warta uwagi. Wprawdzie wyloty mają miejsce jedynie z Warszawy i to we wczesnych godzinach porannych, co sprawia, że poprzedzającej nocy nie zmrużyłem oka, ale zrekompensowały mi to i krótki, bo niespełna trzygodzinny lot, i zupełnie nie jesienne warunki panujące na wyspie. Jeszcze w początkach października woda u brzegów wyspy, na plaży Son Bou, miała 24 stopnie. Kwitły hibiskusy, było ciepło, momentami gorąco i … leniwie. Słońce, w przeciwieństwie do naszego kraju, zagląda tu codzienne. Zima zapowiada się – jak zawsze – zupełnie niezimowo.
W odróżnieniu od szeregu znanych mi wysp Minorka wyróżnia się bogactwem roślinności (ponad tysiąc gatunków) i jest wyjątkowo przyjaznym terenem rezydowania ptaków o imponującej liczbie kilkuset gatunków. Z tego też powodu niemal ćwierć wieku temu (w 1993 roku) wyspa uznana została przez UNESCO za rezerwat biosfery. Oznacza to m.in. objęcie ścisłą ochroną trzeciej części powierzchni, zakaz wznoszenia jakichkolwiek budynków w odległości mniejszej niż 500 metrów od linii brzegowej oraz obowiązek nieprzekraczania liczby 145 tysięcy przebywających jednocześnie na wyspie mieszkańców i turystów. Stąd też globalna ilość przyjezdnych w ciągu roku nie może być zachwycająca – jest ich około 300 tysięcy. W porównaniu z dwiema wymienionymi już – Ibizą i Majorką – ilość wręcz symboliczna.

 

m2

Fragment Son Bou
Son Bou – turystyczne miasteczko na południowym wybrzeżu Minorki, niezwykle urokliwe i spokojne, usytuowane wzdłuż najdłuższej, bo liczącej prawie 3 kilometry długości piaszczystej plaży. Urzeka bielą bardzo do siebie podobnych domków (apartamentów) i ceglastym kolorem dachówek. Czyste, zadbane, bogate w śródziemnomorską roślinność, w październiku przeżywa najazd angielskich i niemieckich emerytów, chętnie korzystających z uroków miasteczka, a przede wszystkim przyjaznego klimatu. Słońca ci tu dostatek…

m3

Plaża w Son Bou
Mówi się, iż wyjątkowo silnym atutem wyspy są jej plaże – białe, piaszczyste, z łagodnym zejściem do wody, bez konieczności używania obuwia kąpielowego. Na liczącej 216 kilometrów linii brzegowej jest około siedemdziesięciu takich miejsc i do tego ogólnodostępnych, bo wszystkie plaże na Minorce mają charakter publiczny.
Decydujemy się (jeszcze w kraju) na hotel oddalony od linii brzegowej o około półtora kilometra, ale gwarantujący gościom dowóz własnym busikiem do przejścia na plażę, za to położony w najwyższej części Son Bou w dużym, zielonym ogrodzie, wśród zadbanych i do tego pięknych śródziemnomorskich okazów, z widokami w stronę morza i pojawiającą się od czasu do czasu na horyzoncie, gdy pogoda pozwala, północno-wschodnią krawędzią Majorki. Na miejscu przekonujemy się, iż wybór był trafny. Warunki naprawdę świetne. Jeśli dodać do tego znakomite wyżywienie, można mówić o pełni szczęścia…
A wyspa zaskakuje przyjezdnych. Zaskakuje ciszą, ale przede wszystkim tym, czego w Polsce trudno by szukać – nieprawdopodobnym architektonicznym porządkiem: parterową zabudową, bielą budynków, identycznym kształtem i kolorem dachówek. Domy w Son Bou, tworzone w klimacie mauretańskiej tradycji, tonące w starannie dobranej zieleni, w przeważającej większości apartamenty jedno- lub wielorodzinne, wyglądają z daleka jak bajkowy obrazek, z bliska zaś zaskakują starannością o nie same i o otoczenie. Położone na zboczu kilkudziesięciometrowego wzniesienia, zwykle na działce o niewielkiej powierzchni zadziwiają pomysłowością gospodarzy i twórców projektów, mieszcząc na tej przestrzeni wszystko, co jest potrzebne do codziennego funkcjonowania. Dlatego też nie dziwi fakt usytuowania miejsca parkingowego np. na dachu przybudówki bądź betonowej platformie przylegającej do budynku… Niska zabudowa sprawia, iż oglądane z dalszej, choćby nadmorskiej, perspektywy miasteczka lub osiedla wyróżniają się harmonijną strukturą i wyjątkowym spokojem.

Ale…
Nim zaczęły obowiązywać dość rygorystyczne przepisy związane z utworzeniem rezerwatu biosfery UNESCO, działalność ludzka doprowadziła do szeregu nieodwracalnych, przynajmniej na czas jakiś, zmian, o których trzeba wspomnieć koniecznie, gdy zachwycamy się pięknem wyspy. Jak spojrzymy na Son Bou od strony wschodniej części wybrzeża, rzucają się w oczy dwa dziesięciopiętrowe molochy, wybudowane tuż przy linii brzegowej, łudząco przypominające nasze budownictwo z lat siedemdziesiątych i kolejnego dziesięciolecia, skutecznie zasłaniające znaczny fragment miejskiej panoramy. To hotel bezkrytycznie polecany przez jedno z biur podrózy.
Bywalcy tych wysp twierdzą, iż każda z części Balearów ma odmienny charakter i różniące się, niepowtarzalne krajobrazy. Jeszcze przede mną Majorka, Ibiza i Formentera, więc wierzyć muszę na słowo, że tak jest w istocie. Minorka zachwyca bogactwem zieleni – tej zasadzonej, dopieszczanej ręką ludzką i tej rosnącej dziko z mocą olbrzymią, co świadczyć powinno o dobrej, urodzajnej glebie. Ale w ów zielony krajobraz wtapiają się przecież olbrzymie, skaliste klify niczym Los Gigantes w pobliżu Puerto Santiago na Teneryfie, choć znacznie od nich niższe. Po drodze, w trakcie jazdy w kierunku stolicy wyspy, Mahon (Mao), pojawia się w oddali najwyższy szczyt Minorki Monte Toro (zaledwie 357 m n.p.m.), z którego – przy dobrej pogodzie – widoczna jest panorama całej wyspy. Mijamy poletka ogrodzone w sposób charakterystyczny – przy pomocy tworzących mur płaskich kamieni, dla osłony roślin przed wiatrem, z drewnianymi bramami wykonanymi z powyginanych gałęzi oliwnych. Spacerując po Son Bou zauważyłem, iż ogrodzenia posesji to z reguły żywopłoty. I to było zrozumiałe – łatwiej tu bowiem o odpowiednie krzewy, które można formować, niż o drewno. Zastanawiałem się jednak, dlaczego bramy wjazdowe są sporządzone właśnie z wygiętych gałęzi i wyglądają na zapory prowizoryczne. Dziś to wiem – to po prostu wieloletnia, by nie powiedzieć odwieczna, tradycja. I takie bramy są najbardziej modne.

m4

Port w Mahon

Na obu skrajach wyspy – zachodnim i wschodnim – znajdują się dwa największe miasta i jednocześnie dwie stolice (była i obecna): Ciutadella i Mahon z połową mieszkańców Minorki. Łączy je jedyna, biegnąca centralnie, równoleżnikowo, autostrada o długości niespełna pięćdziesięciu kilometrów. I ona jedynie spaja obydwa miasta, reszta dzieli. Trwa odwieczna rywalizacja tych aglomeracji o bezdyskusyjne pierwszeństwo na wyspie. Do 1722 roku Ciutadella była stolicą, a od tego roku władze rezydują w Mahon. Jak bardzo te zmiany i historia odcisnęły się na dziejach miast i ich rozwoju bądź stagnacji widać między innymi w architekturze. Ciutadella zachowała hiszpański charakter, Mahon – poprzez swoje historyczne związki – posiada liczne dowody wpływów francuskich i angielskich. Miejscowy port jest drugim w Europie (po La Valetcie na Malcie) najprzyjaźniejszym – gdy idzie o nawigację – portem. Długi na pięć i pół kilometra, szeroki na kilometr i głęboki na 30 metrów pozwala przyjmować jednostki o imponujących rozmiarach. Stąd odpływają promy do Barcelony i Palma de Mallorca, a także w innych kierunkach. Wokół portu skupiało i skupia się życie miasta. Na wybrzeżu zlokalizowana jest starówka, u wejścia do portu znajdują się dwie militarne budowle, dziś zabytki: wybudowana z rozkazu hiszpańskiej królowej Izabeli II forteca La Mola, wznoszona przez 26 lat XIX wieku, a także nieco starszy – dzieło Brytyjczyków -Fort Marlborough. Trzeba stwierdzić, iż La Mola, jako obiekt obronny nigdy nie został użyty.

m5

Stara część stolicy wyspy
Wędrówka uliczkami Mahon zaprowadziła nas do usytuowanej w najstarszej części miasta, także w odległości niewielkiej od nabrzeża portowego, hali targowej ze wszystkimi specjałami tutejszej kuchni. Znaczące miejsce na stołach Minorczyków stanowią oczywiście owoce morza. Obserwowaliśmy przez chwilę pracę mężczyzny, którego zadaniem było otwieranie przy pomocy noża muszli ostryg. Trzymając w prawej ręce ostre narzędzie i podważając górną część muszli, lewą na wszelki wypadek miał osłoniętą rękawicą ze stalowej siatki. Czynność tę wykonywał z widoczną wprawą. Na sąsiednim stoisku prezentowały się różne gatunki ryb, ale z cenami zupełnie nie nadmorskimi. Tuńczyk (atun) był do kupienia za dwadzieścia euro, zaś morszczuk (merluza) za niespełna siedemnaście. Jak na polskie realia ceny dość wysokie. Można było zakupić miejscowe wyroby wędliniarskie, a także produkowane na wyspie sery, w tym najbardziej znane typu cheddar. Wspomnieć trzeba koniecznie, iż – tak głosi legenda – właśnie tu, w Mahon, wytworzono pierwszy majonez i – jak to zazwyczaj bywa – był on dziełem absolutnego przypadku. Podczas obrony stolicy przed wojskami francuskimi w 1756 roku stacjonującym tam Brytyjczykom drastycznie skurczyły się zapasy żywności. Do dyspozycji mieli jedynie jajka i oliwę. Z konieczności spożywali więc ugotowane na twardo jaja w sosie sporządzonym z surowych jaj i oliwy. I tę właśnie potrawę znaleźli na stołach Francuzi, gdy wkroczyli do stolicy, odnosząc zwycięstwo. Ostatecznie to właśnie Francuzi rozsmakowali się w majonezie i doprowadzili w późniejszym okresie do jego spopularyzowania daleko poza granicami kraju. Tyle legenda…
Przy nadbrzeżnej ulicy odwiedziliśmy niewielką wytwórnię dżinu, najbardziej popularnego tu alkoholu (pozostałość po Anglikach) produkowanego w różnych odmianach i smakach. Na jego bazie, z dodatkiem lemoniady, powstaje inny znany trunek o nazwie pomada. Co jeszcze wyróżnia Minorkę? Sandały – najprostsze, jakie sobie można wyobrazić, z jednym, dość szerokim i twardym paskiem biegnącym w poprzek stopy.
Z doświadczenia wiem, że wraca się tam, gdzie doznało się zauroczenia, choć jest w świecie tyle miejsc godnych odwiedzenia i – jak powiadają podróżnicy – trzeba zmieniać kierunek wyjazdów w poszukiwaniu rejonów równie pięknych lub piękniejszych. Jeszcze na Minorce zaświtał pomysł: należy wrócić, tym bardziej, iż czas był zbyt krótki, by dotrzeć do wszystkich ciekawych miejsc, szczególnie w zachodniej części wyspy. Minorka warta jest powrotu.

 

m6

 

Bolesław Otręba
(20.11.2016)

 

Materiał nadesłany do Redakcji.

 

 

 

Napisane przez: Redakcja

Redakcja

Przeglad.ca
WIADOMOŚCI – CIEKAWOSTKI – KULTURA





Newsletter
Zapisz się do Newslettera:


 


Polecamy

Izabela Jagosz


Beata Marciniak


Izabela Jagosz


Beata Marciniak


Ewa Stachniak
więcej>>>


Beata Marciniak


Ewa Stachniak
więcej>>>


Aktualności Konsulatu RP Toronto

Konsulat Generalny RP w Toronto wraz z Federacją Polek w Kanadzie, Ogniwo 24 w Mississaudze zaprasza ...

Z inicjatywy Kancelarii Prezydenta RP oraz pod Honorowym Patronatem Pary Prezydenckiej, 8 września b ...

Jeżeli są Państwo w posiadaniu pamiątek o znaczeniu historycznym, które chcieliby ofiarować polskim ...

Uprzejmie informujemy, że w środę, 15 sierpnia 2018 r. Konsulat Generalny RP w Toronto będzie nieczy ...

Ministerstwo Edukacji Narodowej opracowało informator pt. Wspomaganie nauczania języka polskiego i w ...

Uprzejmie informujemy, że 6 sierpnia 2018 r. (Civic Holiday) Konsulat Generalny RP w Toronto będzie ...

W środę, 1 sierpnia 2018 roku obchodzimy 74. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Każdego roku, ...